Muzeum Narodowe w Lublinie
26 kwietnia–5 października 2025 roku
„Co babie do pędzla?!”. Artystki polskie 1850–1950.
To wystawa, która oddaje głos kobietom – artystkom, które żyły, tworzyły, kochały i walczyły. O prawo do edukacji, do własnego stylu, do bycia widzianą i słyszaną.

Maria Niedzielska
Kiedy kobietom zakazywano studiów artystycznych, Maria Niedzielska założyła w Krakowie własną Szkołę Sztuk Pięknych dla Kobiet.


Zofia Stryjeńska
Zofia Stryjeńska w 1911 roku ukończyła kurs tej szkoły i otrzymała srebrny medal za malarstwo i sztukę stosowaną. Niedługo później wyjechała na studia do Monachium – ścięła włosy, założyła męski garnitur i dostała się na akademię pod imieniem… swojego brata, Tadeusza.


Mela Muter
W PRL-u o artystach żydowskiego pochodzenia często milczano. Tak było z Melą Muter – jej pochodzenie nie wpisywało się w obowiązującą narrację. Jej twórczość zaczęła wracać do obiegu dopiero w latach 90.XX wieku głównie dzięki prywatnym kolekcjonerom.


A Wanda Chełmońska?
Nazwisko na pewno znajome – to córka Józefa Chełmońskiego. Tyle że ojciec… był nieobecny w jej życiu. Ale to już dłuższa historia.
Na wystawie koniecznie zwróćcie uwagę na autoportret Teresy Roszkowskiej – w tle czai się uroczy lew oraz na martwą naturę, która naprawdę przyciąga wzrok.
Wiele prezentowanych prac pochodzi z prywatnych kolekcji.
Na przykład:
Stefania Morawska-Ordyńska, „Portret młodej kobiety”
Obraz wylicytowany w 2019 roku za 7 100 zł – pochodził ze zbiorów rodziny osoby portretowanej. (Źródło: desa.art.pl)
Ja bym już dziś dodała do tej ceny jedną cyferkę
Na koniec – najmilsza historia z wystawy:
Uwielbiam malarstwo Stryjeńskiej. Chciałam zrobić sobie zdjęcie przy jej autoportrecie, ale światło padało tak niefortunnie, że byłam w połowie w cieniu. I wtedy… podeszła pani pilnująca sali i włączyła mi lepsze oświetlenie.
Właśnie wtedy pomyślałam: to naprawdę wystawa o kobietach i dla kobiet.
Taki mały gest, a ogromnie znaczący.
Dziękuję!
