5 września – 2 listopada 2025 roku
Boznańska. Kameralnie
W swoje urodziny odwiedziłam wystawę „Boznańska. Kameralnie” w Gmachu Głównym w Krakowie. Nawet strój próbowałam dopasować do stylu artystki – te szerokie rękawy sukienek i bluzek… Ach, gdyby tylko taka moda wróciła, od razu bym się zapisała!

Olga Boznańska była nie tylko malarką, ale i psychologiem. Zanim sięgnęła po pędzel – parzyła herbatę, rozmawiała i tworzyła klimat. Potrafiła też poprosić modelkę, by… zmyła makijaż. Bo w jej pracowni tylko ona mogła malować. A malowała prawdę.

Kiedy studia są tylko dla mężczyzn, idziesz na kurs do Baraneum.
Ponieważ krakowska Szkoła Sztuk Pięknych wpuszczała tylko mężczyzn, kobiety trafiały do tzw. Baraneum – Kursów Adriana Baranieckiego. Wystarczyło mieć 16 lat i zapłacić 6 koron wpisowego oraz 80 koron rocznie.

Studentki mogły wybierać między historią i literaturą, naukami przyrodniczymi, handlem i gospodarką albo sztukami pięknymi, gdzie opiekunem był sam Jan Matejko (tak, ten sam, który do swojej akademii kobiet nie wpuszczał!).

Lekcje odbywały się w dusznych salach klasztoru przy ul. Franciszkańskiej 4. Magdalena Samozwaniec wspominała, że nad salą unosił się „cuchnący zapach”. Nauka polegała głównie na kopiowaniu gipsowych głów, rąk i twarzy – żywy model pojawiał się rzadko, aktów w ogóle nie ćwiczono.

Olga Boznańska po latach oceniła Baraneum surowo: „cała nauka, którą tam zdobyła, nic nie była warta”.
Zdaniem krytyków dziewczyna była brzydka.
W głowie się nie mieści!
Jeden z obrazów Olgi Boznańskiej, pokazany na wystawie „Boznańska. Kameralnie”, został kiedyś przez krytyków nazwany… brzydkim.

Chodzi o monumentalne płótno „Ze spaceru” (1889) o wymiarach 161,5 × 100 cm. Obraz od razu rzuca się w oczy – wita widza już w drugiej sali ekspozycji. Przedstawia młodą kobietę wracającą z przechadzki, z czarną parasolką i bukietem polnych kwiatów na kolanach.

Krytycy uznali kiedyś, że modelka „była po prostu brzydka”, a samo dzieło „zbyt szare”. Dziś zachwyca subtelną grą odcieni, które Boznańska – wzorem Whistlera – budowała jak muzyczną kompozycję.
Ona nie jest Boznańska i jej „szarości”
Olga Boznańska często bywa określana malarką szarości. Tymczasem badania pigmentów jej obrazów pokazały coś zupełnie innego – jej paleta aż wibrowała kolorami!

Na płótnach Boznańskiej, obok srebrzystych szarości, pojawiały się:
✔️biel cynkowa i żółcień neapolitańska,
✔️czerwień żelazowa i cynober,
✔️zieleń szwajnfurcka i chromowa,
✔️błękit pruski, kobaltowy, ultramaryna,
✔️czerń kostna i umbra.

W sumie używała 28 różnych pigmentów – od ciepłych oranżów po chłodne fiolety. Malarka nakładała je delikatnie, wielokrotnymi dotknięciami pędzla, dzięki czemu z bliska widać tylko plamki barw, a z oddali układają się one w harmonijną całość.

Badania pigmentów obrazów Olgi Boznańskiej zostały wykonane przez Muzeum Narodowe w Krakowie w 2015 roku.
Realizowała je dr inż. Anna Kliśińska-Kopacz z Laboratorium Analiz i Nieniszczących Badań Obiektów Zabytkowych w MNK.
Zwierzęta Olgi Boznańskiej
Najwierniejszym towarzyszem malarki był ratlerek Boby la Beauté. Obok psa ważną rolę odgrywały ptaki. W pracowni Boznańskiej fruwały kanarki – przez nie nie wolno było otwierać okien – oraz papuga Jacquot.

Na tym jednak nie koniec – Boznańska wprowadziła do swojej przestrzeni również myszy. Początkowo kupiła kilka w 1903 roku, ale szybko wymknęły się spod kontroli. Zagnieździły się w pianinie, wspinały się po zasłonach i tkaninach, a nawet spacerowały po ramionach gości. Niektóre obrazy malarki noszą do dziś ślady mysich zębów. Choć dla przychodzących do pracowni było to szokujące, Olga traktowała gryzonie z pobłażliwością, jakby były częścią jej świata.
O wystawie Boznańska. Kameralnie
Choć tytuł wystawy brzmi „Kameralnie”, spędziłam tam ponad półtorej godziny.

Już w pierwszej sali czekały na mnie jej osobiste drobiazgi: okulary, karty do gry, rodzinny album, wachlarz, broszki czy otwieracz do wina. Z pozoru zwyczajne przedmioty, a jednak pozwalają wyobrazić sobie codzienność artystki.

Najbardziej poruszyły mnie rzeczy związane z pracą – paleta i fartuch malarski – bo to właśnie w nich kryje się echo powstawania obrazów, które dziś oglądamy na ścianach muzeum. Była też jej sukienka – delikatna, świadcząca o kruchości Boznańskiej.

Wśród dokumentów i pamiątek rodzinnych największe wrażenie zrobiło na mnie zaproszenie na Biennale w Wenecji – mały, ale niezwykle wymowny ślad obecności artystki w świecie wielkiej sztuki.

Druga sala pełna jest obrazów – naprzeciwko ustawiono sofy, na których można usiąść i podziwiać dzieła z bliska. Obok znajduje się sala z dziecięcymi pracami Olgi i jej szkicami.

Na koniec – mała sala, duża waliza i… darmowe pocztówki. Idealny prezent dla tych, którzy lubią zabierać sztukę do domu.
